To co robię, chyba jest dobre

  • 10.04.2019, 17:22 (aktualizacja 10.04.2019, 17:27)
To co robię, chyba jest dobre
Redakcja Wirtualne Suwałki rozmawia z Ewą Sidorek, zastępcą prezydenta Suwałk

Ile czasu spędza Pani w pracy, w urzędzie?

Bardzo dużo, ale myślę, że tak jest wszędzie. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny i traktuje swoją pracę poważnie, to musi jej poświęcać dużo czasu. Te dziedziny za które odpowiadam, czyli kultura, oświata, sport, pomoc społeczna – to ciągła reforma za reformą, nowe pomysły, nowe świadczenia i to powoduje, że związane z tym obowiązki mocno absorbują i ciągle trzeba być w pracy.

 

To o której najczęściej wraca Pani do domu?

Wieczorem, kiedy często jest już ciemno. Chyba nie ma dnia, żebym wcześniej niż godzina 17-sta, 18-sta kończyła pracę. W weekendy także mam dużo obowiązków.

 

Czyli weekendów wolnych Pani nie ma?

Często nie mam, bo są jakieś wydarzenia, w których musimy uczestniczyć. Dzielimy się z prezydentem. On idzie np. na mecz, ja idę na otwarcie wystawy czy koncert. Jednak robię to z wielką przyjemnością, bo jestem ciekawa jak funkcjonują nasze jednostki, co się dzieje fajnego w mieście. Czasem jednak mam dość, ponieważ nie da się być wszędzie, a tak się u nas dużo dzieje, że czasu nie starcza.

 

Co na to rodzina, że Pani ciągle brakuje w domu?

Synowie są poza domem, więc jak przyjadą to oczekują, żebym posiedziała z nimi przy kawie, żebyśmy porozmawiali o tym, co u kogo się w życiu wydarzyło. Mąż jest bardzo wyrozumiały i świadomy tego, jakiej pracy się podjęłam.

Czasem marzy mi się cały dzień przechodzić w szlafroku w domu, ale to obecnie raczej nie jest możliwe.

 

A jak Pani wreszcie ten dzień wolny ma, to jak spędza ten czas?

Kiedy mam takie wolne, to poświęcam się sprzątaniu, praniu i gotowaniu, bo oczywiście te obowiązki wykonuję w domu sama. Szara rzeczywistość. Mąż oczywiście mnie wspiera jak ma czas i wyręcza z jakichś zadań.

Poza tym uwielbiam książki i dużo czytam. Zatem część tego wolnego czasu poświęcam właśnie na książki. Najstarszy syn ma podobnie i rozlicza mnie z tego, czy przeczytałam już jakąś pozycję o której rozmawialiśmy przez telefon. Tak mnie mobilizuje. Lubię też spotkać się ze starymi znajomymi. Wtedy nie rozmawiamy o pracy, żeby nie zwariować w tym wszystkim.

 

Proszę opowiedzieć o Pani pasji – o aniołach. Ma ich Pani kilka w gabinecie, ale są też inne w domu.

Anioły kojarzą mi się ze skrzydłami, dobrocią i pozytywnymi emocjami. Ja potrzebuję takiej pozytywnej energii. Jak spoglądam na anioła, to wiem, że trzeba wszystko robić w życiu uczciwie, z myślą o drugim człowieku, bo anioły nie są same dla siebie, ale dla innych.

 

Pani kupuje te anioły, wyszukuje gdzieś w sklepach?

Nie. To nie jest tak, że ja zajmuję się zbieractwem. Tak wyszło, że dostaję anioły zwykle od innych. Mąż zawsze przywozi mi anioła, gdy wraca z jakiejś podróży. Znajomi prezentują mi anioły na jakieś okazje, np. imieniny czy urodziny.

 

A spytam, ile Pani ich posiada?

Dużo, dziesiątki, może blisko setki. W całym domu stoją, w różnych miejscach, od kuchni po sypialnię.

 

Uzyskała Pani świetny wynik wyborczy na radną. Drugi po Panu prezydencie Renkiewiczu. On miał ponad tysiąc głosów, Pani blisko tysiąc. Spodziewała się Pani takiego happy endu kampanijnego?

Absolutnie nie. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Pracowałam zawodowo, nie robiłam kampanii jak inni kandydaci. Pracowałam dodatkowo w zespole, który prowadził kampanię prezydencką Czesława Renkiewicza, więc na swoją nie miałam najzwyklej czasu. Znajomi mówili do mnie, że pomogą ulotki jakieś rozkolportować, żeby trochę tych głosów zdobyć. Bałam się, żeby wstydu nie było jak zagłosuje na mnie garstka ludzi. Ostatecznie wynik ten był dla mnie – jak zaznaczyłam - zaskoczeniem. I on dodał mi skrzydeł, upewnił mnie, że to co robię, to chyba jest dobre.

 

Jak Pani tak dobrze idzie, to może posłanką Pani zostanie albo senatorem? Trzeba iść za ciosem.

Nie, nie. Nigdy nie miałam takich ambicji. Wcześniej nie dążyłam do tego, by być wiceprezydentem. Po prostu dostałam propozycję od prezydenta Renkiewicza i z niej skorzystałam.

Nie zakładam startu w wyborach parlamentarnych, chociaż nie wiem co się jeszcze w moim życiu wydarzy. Nie znam przyszłości, więc nie mogę powiedzieć, że na pewno tak nie będzie. Przyszłość jest wielką tajemnicą. Dziś jestem tutaj, jutro znowu mogę wrócić do pracy w szkole, co też przyjmę z wielką radością.

 

No właśnie. Szkoła, nauczyciele. Czy nauczycielom należy się podwyżka 1000 zł?

Nie ulega wątpliwości, że nauczyciele powinni dobrze zarabiać. To od nich zależy przyszłość kolejnych pokoleń. Jeżeli w kraju dzieje się tak dobrze. Mamy rozdawnictwo 500+, 300+ to dlaczego nauczyciele mają nie dostać wyższego wynagrodzenia? Rząd powinien zadbać, żeby warunki pracy nauczyciela były godne i aby mieli oni godne wynagrodzenie.

 

Jakie jest Pani zdanie o 500+?

Mam trzech synów i żałuję, że kiedy wychowywałam ich rok po roku nie miałam takiego wsparcia. Musiałam ciężko pracować, żeby kupić mieszkanie i spłacać kredyty. Cieszę się natomiast, że teraz rodziny mają takie wsparcie. Wierze, że świadomi rodzice wydadzą te pieniądze na rozwój swoich dzieci, na dokształcanie, na rzeczy, których naprawdę potrzebują. Cieszę się, że młodzi rodzice mają teraz lepsze możliwości niż miałam ja.

 

To od dzieci przejdźmy do seniorów. Mniejsza ich część sobie radzi, jest aktywna, ale dużo większa ilość osób starszych siedzi po prostu w domu. Czy miasto ma pomysł, żeby zmobilizować takie osoby?

Osoby wchodzące w wiek senioralny są obecnie coraz bardziej aktywne, otwarte i inicjujące jakieś wydarzenia. Jest jednak grupa, której żadną siłą nie można uaktywnić, wyrwać z domu. Pomysłem na to mógłby być wolontariat senioralny, bo nikt nikogo tak nie zmobilizuje jak senior drugiego seniora, sąsiad sąsiada. Potrzebny jest ten pierwszy krok. Przyglądam się różnym działaniom naszych seniorów. Dobrze funkcjonują ich kluby. Jest rada seniorów, która określa swoje potrzeby. Wdrażamy coraz to nowe projekty senioralne, np. projekt „złota rączka dla seniora”, który ruszy od maja.

 

Czy promocja Suwałk jest dobrze realizowana przez miasto? Jak ona powinna wyglądać według Pani?

Zawsze może być lepiej, może być inaczej. Na pewno dobrą promocją dla miasta są wydarzenia organizowane u nas, które przyciągają mnóstwo ludzi, np. zawody sportowe o zasięgu ogólnopolskim na stadionie lekkoatletycznym. Sportowcy, działacze często są zachwyceni Suwałkami. Wyjeżdżają do siebie z dobrym przekazem i tam w swoich środowiskach promują Suwałki. Na pewno dobrą marką jest Suwalki Blues Festival. W ten sposób o naszym mieście dowiaduje się wiele osób z kraju i zagranicy. Też sami powinniśmy promować nasze miasto tam, gdzie jesteśmy.

Sprzymierzeńcem w tej kwestii jest nasz dość mroźny klimat. Kojarzymy się z biegunem zimna i dzięki temu wszyscy o nas słyszą, bo Suwałki codziennie wymieniane są w telewizji. To jest pozytywne. Mamy także znane osoby związane z Suwałkami. One są wielką promocją i trzeba dbać o to, żeby ich biografie kojarzyły się z Suwałkami.

 

No właśnie. Dla ludzi, którzy interesują się sztuką, Suwałki mogą kojarzyć się z Alfredem Wieruszem Kowalskim. Mamy najcenniejsze zbiory pamiątek, przedmiotów rodzinnych i obrazów tego artysty, ale nie mamy Muzeum Alfreda Wierusza Kowalskiego. Dlaczego? Na ul. Kościuszki jest kamienica, w której się urodził. To dobre miejsce na taką placówkę.

Jeżeli mamy takie dziedzictwo, jak kamienica w której się urodził, mamy te zbiory, mamy takich ludzi jak Eliza Ptaszyńska z Muzeum Okręgowego, która jest nieoceniona w tym co robi dla tej postaci, to można stworzyć wokół tego dobrą markę. Ona już się tworzy, bo mamy przecież stałą wystawę tego wybitnego artysty. Mamy jego kolejne nowe obrazy.

Patrzę na to jednak realistycznie. Na tym etapie rozwoju miasta nie widzę źródła finansowania takiego projektu. Na to - żeby stworzyć muzeum i potem je utrzymać - są potrzebne ogromne nakłady finansowe. Nie chciałabym dopuścić do czegoś takiego, że coś powstanie a potem nie będzie „żyło” w taki sposób jak powinno. Żeby to muzeum miało sens, muszą być zaangażowani ludzie, to nie może być martwe miejsce. Czuję taką potrzebę, bo to byłoby ważne miejsce promocji miasta, ale jest to zadanie na kolejne lata. Teraz realizujemy zbyt wiele dużych inwestycji, by podejmować się kolejnej.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Buraczewski

_

Zdjęcia (3)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe