Kopiuj – wklej, czyli czego w Internecie jest więcej – kopii czy oryginałów?

  • 26.10.2020, 17:16 (aktualizacja 26.10.2020, 17:25)
Kopiuj – wklej, czyli czego w Internecie jest więcej – kopii czy oryginałów?
Może się wydawać, że szanse na odkrycie plagiatu treści wśród miliona stron internetowych są niewielkie. Powstaje jednak coraz więcej narzędzi do analizy treści opublikowanych w Internecie. Niezależnie od powodu, kopiowanie jest niemoralne i nielegalne. Nie warto więc narażać się na ogromne kary finansowe i utratę wizerunku, który w biznesie nie ma ceny.

Gdy Internet raczkował, wszystko, co się w nim pojawiało, było nowe. Twórcy pierwszych blogów i stron internetowych szukali inspiracji w sobie i wokół siebie. Czerpali je z książek, z czasopism, z telewizji. Wtedy o wiele łatwiej było być pierwszym lub lepszym. Dziś dostęp do informacji jest nieograniczony. Po wiedzę i inspiracje możesz sięgnąć o każdej porze do Internetu. Z jednej strony jest łatwiej, bo wszystko masz podane na tacy. Z drugiej natomiast, coraz trudniej się wybić; coraz trudniej się wyróżnić i coraz trudniej stworzyć coś, czego jeszcze nikt nie wymyślił.

Internet — ziemia niczyja? Prawa autorskie i kradzież w internecie

Wśród wielu osób panuje przekonanie, że Internet to „ziemia niczyja”. Wielu ludzi, przyzwyczajonych do korzystania z darmowej wiedzy, uważa, że można ją również beztrosko (i bezpłatnie) powielać. Nie pozostaje nic innego, jak wyprowadzić ich z błędu.

Tekst lub obraz funkcjonujący online nie jest wart mniej od materiału, który ktoś wydrukował na papierze – zwłaszcza dziś, gdy handel w dużej mierze przenosi się do sieci. Prawa autorskie treści cyfrowych są objęte ochroną tak jak treści drukowane.

Jeśli skopiujesz cudzy tekst, zmodyfikujesz w nim choć jeden akapit, a kilka słów zamieniasz na podobne, nadal kradniesz czyjąś pracę. Skoro nie jesteś autorem zdjęcia, tekstu czy logotypu, który wykorzystujesz (bez zgody autora) na własnej stronie internetowej, Facebooku, ulotce, łamiesz prawo.

nieWINNE SEO praktyki

Coraz częściej w Internecie pojawiają się zduplikowane treści. Przekonałam się o tym setki razy, gdy poprawiałam teksty na strony internetowe klientów. Właściciele marek często nie mają świadomości, że na ich stronach widnieją treści, które zostały skopiowane. Kto je skopiował? Bywa różnie – albo pracownik firmy, któremu zlecono przygotowanie tekstów albo copywriter, który nieuczciwie wykonał swoją pracę.

Jeśli na Twojej stronie znajdzie się treść, która ukazała się już na innej stronie www, Google uzna Twoją stronę za bezwartościową kopię i usunie ją z wyników wyszukiwania. Już kilka lat temu Google rozpoczął walkę z treściami kiepskiej jakości. Uruchomiona aktualizacja Google Panda w pewnym sensie zmusiła SEO-copywriterów do skupienia się na tworzeniu oryginalnych i wartościowych treści. Niestety nie wszyscy tak pracują.

Dobry tekst gwarantuje SEO — sukces.

Dla wielu osób, tworzących teksty do Internetu na zlecenie, liczba słów kluczowych jest wciąż ważniejsza niż jakość tekstu. Istnieją programy, które w kilka sekund zmieniają teksty na „unikalne”. W praktyce polega to na zastąpieniu niektórych słów synonimami.

Miałam okazję czytać wygenerowane w ten sposób teksty. Nie są ani zrozumiałe, ani atrakcyjne, ani naturalne. Tym bardziej nie mają nic wspólnego z jakością. Wiem, że opracowanie interesującego i unikalnego tekstu zajmuje sporo czasu. Warto go jednak stworzyć, bo dobry tekst gwarantuje sukces online.

Nierówna walka z robotami, czyli prawda czy fałsz?

Często zdarza się, że to Ty (jako właściciel dobrej strony internetowej) padasz ofiarą wirtualnej kradzieży. Tekst, który stworzyłeś (lub za który zapłaciłeś) znajduje się na stronie internetowej kogoś innego, a roboty Google – mimo swojego sprytu – nie zawsze sprawdzają, gdzie dana treść została opublikowana jako pierwsza. Jeśli strona konkurencji jest starsza niż Twoja i częściej odwiedzana przez internautów, Google może uznać, że to Ty skopiowałeś treść. To niesprawiedliwe, ale roboty nie znają łez i współczucia. Jeśli Twoja konkurencja cieszy się w wyszukiwarce większym uznaniem – masz problem. Gdy odkryjesz, że ktoś „pożyczył” sobie bez pytania Twoje teksty masz kilka opcji:

  1. Kontaktujesz się z firmą, która opublikowała Twój tekst i wyjaśniasz sprawę. Może okazać się, że właściciel marki nawet nie wie o tej sytuacji;

  2. Kontaktujesz się z firmą, która świadczy usługi hostingowe lub zarejestrowała domenę i informujesz ją o zaistniałej sytuacji. Z bazy WHOIS dowiesz się, kto nią zarządza.

  3. Wysyłasz komunikat do Google za pośrednictwem formularza. Google sprawdzi, czy Twoja prośba jest uzasadniona i jeśli uzna Twoją rację, usunie z wyszukiwarki stronę ze skopiowaną treścią.

Tworzenie i publikowanie nowych, atrakcyjnych tekstów nie zawsze jest priorytetem dla właścicieli firm. Jeśli jednak tekst ma ujrzeć światło dzienne, niech to będzie Twój tekst. Skoro nie masz czasu na pisanie, brakuje Ci kreatywności lub doszedłeś do granicy inspiracji – poszukaj wsparcia u profesjonalisty. Dosłownie.

_

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe